Z dala od kultury: Wolf of Wall Street

original

Nie zajmuję się recenzowaniem filmów, ale w tym wypadku nie mogłem się oprzeć. Moja opinia o Wilku, którym wszyscy tak się zachwycają.

!!! SPOILER ALERT !!!

Nie chcę tu robić profesjonalnej recenzji, więc nie będę się bronić przed spoilerami.

Słowem wstępu

Znawcą kinematografii nie jestem, za to jestem człowiekiem, który stara się filmy postrzegać jako formę sztuki. A sztukę się ogląda świadomie, analizując poszczególne elementy. Sztukę można też w większym stopniu szufladkować. Pozwala to nałożyć lepsze kryteria oceny, wynikające z podobieństwa do innych produkcji. W moim odczuciu filmy można podzielić na 3 grupy:

  1. Filmy lekkie, które mają tylko i wyłącznie sprawiać przyjemność. Bez angażowania myślenia wywoływać podstawowe emocje, jak radość, napięcie, strach. Tu wrzuciłbym np. Pacific Rim czy Krainę Lodu.
  2. Filmy estetyczne, w których nie chodzi ani o emocje, ani o filozoficzne pytania. Taki film musi tylko ładnie wyglądać (najlepiej w 3D) i swoim rozmachem budzić w nas podziw. Tu jest np. Grawitacja czy Avatar.
  3. Filmy ambitne, zadające pytania, zmuszające do myślenia. Takie, po których wychodzi się zmiażdżonym i jeszcze długo nie można się pozbierać. Tu jest Zielona Mila czy mój ulubiony polski film Senność.

Są oczywiście filmy, które łączą cechy dwóch lub trzech typów ale zawsze da się wyczuć, co jest tym trzonem. Z Wilkiem mam ten problem, że nie jestem w stanie powiedzieć, czym ten film chce być.

Wszystkiego po trochu

Są momenty, w których film powala dialogami (FBI na jachcie), bawi (naćpana gąsienica w wykonaniu Leo), prowokuje (sex, drugs & illegal stuff) ale to wszystko jest jakieś takie niespójne. Mam wrażenie, że cały film to pasmo chaotycznie posklejanych wątków, z których żaden nie jest na tyle ciekawy by mógł stanowić historię.

Dodatkowo miesza potraktowanie po macoszemu wątków związanych z przekrętami, które jakby nie było, rozwijają całą fabułę. Wyeksponowano za to motyw z kamerdynerem-gejem, rzucaniem karłem czy inne nic niewnoszące motywy. Całość zaczyna się przez to dłużyć i po półtorej godziny (film trwa trzy) zacząłem z niecierpliwością zerkać na zegarek.

Bohater, którego nienawidzisz

Główny bohater, Jordan Belfort jest niesamowity. Niesamowity nie tylko dlatego, że gra go DiCaprio. Niesamowity bo mimo szczerych chęci, nie da się go polubić. Czasem chciałem mu współczuć, ale wiedziałem, że sobie zasłużył. Chciałem być z niego dumny, ale widziałem jego skurwysyństwo.

Mam świadomość, że takie było zamierzenie – główny bohater, który jest zły. Tylko jak mógłbym zaangażować się w historię, skoro główny bohater wywołuje u mnie umiarkowany wstręt? Skoro mu nie zazdroszczę (a momentami nawet źle życzę) nie mogę mu kibicować i z zapartym tchem oglądać jak wykręca się z najgorszego gówna. Niechęć nie jest najlepszą emocją jaką można wywołać w kinie, bo z jednego bohatera przenosi się na cały film.

Film jednego aktora

No dobra, jednego i pół, bo poza DiCaprio jest jeszcze Jonah Hill (ten grający Donniego – grubasa w okularach). Rozumiem, że to film biograficzny i właśnie Belfort (postać DiCaprio) powinien grać pierwsze skrzypce. Ale solo skrzypiec przy lekkim akompaniamencie kontrabasu nigdy nie zabrzmi tak dobrze, jak cała orkiestra (na jaką metaforę się porwałem!).

W Wilku z Wall Street brakowało mi ról drugoplanowych. I nie to, że ich nie było. Były zwyczajnie nijakie. Nawet scena ostatniego seksu Jordana i Naomi, która miała tak wielki potencjał, została totalnie spłycona i pozbawiona emocji. Ta nijakość jeszcze bardziej spotęgowała we mnie niechęć z poprzedniego akapitu, bo skoro nie mogłem polubić głównego bohatera, chciałbym polubić chociaż pobocznych.

Tak jak napisałem wcześniej, odrobinę sytuację ratuje Donnie. Jest specyficzny, inny, ciekawy, zabawny. Momentami nawet bardziej magnetyczny niż sam Belfort. Jak dla mnie to jedyna postać, która ratuje ten film przed totalnym dnem.

Nic na siłę, wszystko młotkiem

Cały film sprawia wrażenie zrobionego na siłę. Potencjał historii, która miała szanse być ciekawą, w moim odczuciu został zmarnowany. Scorsese i Winter próbując zrobić film z jakąś głębią, który niesie jakiś przekaz, zatracili się w nieważnych szczegółach. W efekcie powstał film niespójny, za długi i przede wszystkim pozbawiony emocji.

Wiem, że nie jest to produkcja, którą chciałbym zobaczyć po raz drugi. Wiem też, że jeśli ktoś chce uchodzić za osobę światłą w kwestiach kultury, powinien go zobaczyć, bo jest i będzie on na ustach wielu.

Na koniec

Wilk z Wall Street jest inny. Tego odmówić mu nie można. Nakręcony też jest dobrze. Ale nic więcej. Niczym mnie nie porwał, nie zachwycił. Po seansie wyszedłem zmęczony. Poza kilkoma scenami nie potrafiłem znaleźć niczego, co pozwoliłoby mi wierzyć, że to były to dobrze spędzone 3 godziny.

Stąd świeżo po wyjściu z kina oceniłem go tak, jak w poniższym tweecie 4/10.

#WolfOfWallStreet 4/10

Reklamy

One comment

  1. Ktoś ostatnio hejtował na blogerów mieniących się recenztami, gdzie to recenzje z takowymi nic wspólnego nie mają i sa jedynie: subiektywnymi opiniami. 🙂 To tak na marginesie, a ad meritum – recenzja owa, tak samo słaba, jak i zawarta w niej opinia o filmie, sorry 🙂 Nie wiem co autor chciał przekazać, nie widzę konkretów, nie wiem na czym polega zło tego filmu. Abstrahując od tego, że mnie się podobał, nie – zachwycił, ale szczerze – podobał, jakkolwiek dłużyzn kilka było. Poza tym – solidnie dobry. Ukłony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: